🤔CZAS ODCHODZENIA, CZAS🥺 PRZEŻYWANIA..
Śmierć jest jedną z tych kilku rzeczy, które wydarzą się nam na pewno.
Poza narodzinami i chorobą. Niektórzy dodają do tego jeszcze podatki. Jesteśmy śmiertelni, podobnie jak nasi bliscy, przyjaciele, sąsiedzi.
Czy to jednak możliwe, żeby do czegoś tak powszechnego, tak uniwersalnego, tak odwiecznego być tak słabo przygotowanym albo właściwie w ogóle niegotowym?
Tak, to możliwe. Na śmierć rzadko jesteśmy gotowi.
I nie ma w tym też nic nienormalnego. Niepogodzenie z przemijaniem i odchodzeniem jest częścią naszej natury. Wielu z nas wyrzuca sobie, że może zbyt długo rozpamiętuje czyjąś śmierć. Owszem, istnieją kryteria diagnostyczne, które mówią, że obniżony nastrój po czyjejś śmierci trwający dłużej 6 do 24 miesięcy, wymaga interwencji psychiatry czy psychologa, ale tak naprawdę to sprawa bardzo indywidualna. Żałoba ma swoje etapy i pierwszym z nich jest zaprzeczenie, czyli nieprzyjmowanie śmierci do wiadomości. Kolejnym jest gniew, a potem targowanie się z siłą wyższą, Bogiem, losem, światem – „czy jeśli zrobię to i to, to ona przeżyje?” albo „jeśli zrobiłabym to i tamto, on by może żył”…
A potem ma prawo przyjść obniżony nastrój albo nawet depresja.
I dopiero na końcu – pogodzenie.
Te fazy następują po sobie w zmienny sposób, czasem wracamy do poprzedniego etapu, czasem je przeskakujemy. I dotyczą one nie tylko śmierci człowieka, ale też innych strat – żałoby po związku, utraconej przyjaźni czy pracy.
Każdy z nas ma prawo do przezywania straty na swój sposób. Pomocy warto szukać wtedy, kiedy uczucie smutku, przygnębienia czy wycofania nie pozwala nam na codzienne funkcjonowanie, chodzenie do pracy, kiedy długo nie wraca radość z rzeczy, które nas kiedyś cieszyły.
A jak Wy radziliście sobie i radzicie ze stratą?
Jeśli przeżywasz taki stan, a potrzebujesz pomocy, możesz ją znaleźć w Therapeia Gabinet Psychologiczny
fot. pixabay
